Bieg na Ślężę – konfrontacja.

Bieg na ŚlężęPogoda bardzo dopisała w dzień biegu, wszystko przebiegało bardzo dobrze nic nie sugerowało tego co się miało dziać podczas  biegu.

Po starcie trochę kurzu i truchcik pod prażącym słońcem. Pierwsza górka + słońce i sadło już nie chciało za szybko biec. Jednak udało się szczęśliwy pobiegłem dalej, jednak moja partnerka biegowo – życiowa czyli Żona, defektowała, tym samym z  góry wiedziałem że bieg będzie podwójnie ciężki. Z jednej strony wymagająca trasa z drugiej jęczenie, marudzenie i inne efekty specjalne.

Wcześniejsze rozpoznanie nie dało całego obrazu trasy, nigdy wcześniej nie wchodziłem na tą górę. Jednak  to z czym przyszło się mierzyć w trakcie podbiegu pod Wierzycę, to była po prostu masakra, podobne trasy widziałem przy wchodzeniu na Giewont i Dolinę pięciu stawów.

Skały i stromizna, wręcz przerażająca. Teren bardzo zróżnicowany, każdy krok ostrożnie trzeba wykonywać przekonałem się zaliczając potknięcie.

Wielkim bólem nie tylko serca udało się wbiec – wspiąć się  na szczyt Wieżycy, gdzie czekała niespodzianka droga w dół – cielsko odpocznie. Tak ale co jak się za bardzo rozpędzi… Katastrofa i staranowane osoby z przodu, jak to dobrze że w tym tempie to już z  przodu nikogo nie było:). Ostrożnie i udało się, potem to już przede wszystkim w górę, po kamieniach, po igłach po śliskich kamieniach. Z jęczącą partnerką, która nie mogła się zdecydować czy na dół czy do góry.

Najwyraźniej doskwierał jej brak wiary we własne możliwości. Ale to tak jest jak się osłucha opinii na temat biegów, biegów górskich i biegu na Ślężę od osób nie biegających bądź nigdy nie uczestniczących w biegach górskich.

Tak udało się wdrapać na szczyt, po ok 86 minutach, w tym pewnie lekko 30 minut postojów, karmienia i wodopoju. A, że moja maruda uparta jak osioł to nie szło wbiec trybem biegomarszu, jedynie bieg i postój bieg i postój. Nie wspomnę ile razy trzeba było otrzeć pot z czoła, a że grubasek się poci…

A na Ślęży, medalik, fotki, tarasik widokowy, i przypływ energii, motywacji, czego skutkiem okazał się zbieg z góry. Tak skacząca połcia tłuszczu, z trudem unikająca wywrotki na wystających ostrych kamykach i głazach!.

I tym samym bieg na Ślężę zakończył się prawie 11 km w terenie górskim.:D.

Morał: Nie każdy bieg górski powinien być tak określany!

Trenując przebiegliśmy wcześniej trasę 10 km (z 2 km naddatkiem) Biegu Górskiego w Lesznie. I teraz powiem jedno „Co to jest?”, bo nie bieg górski.:D

Myślę, że wrócę… poprawić wynik, kiedy – może za rok… Tym bardziej, że maruda już marudzi o  kolejnym biegu na Ślężę!