Bieg na Ślężę – zwiad.

Dawno temu z wieloma obawami zapadła decyzja by spróbować się z górą położoną na  południe od Wrocławia o nazwie Ślęża. Uczestniczyłem  już w kilku biegach, ale ciągle  mało.

Dodatkowo skusił dość interesujący medal!

 

Oryginalny i ciekawy wygląd, wzbogacił by dotychczasową kolekcję.  Dodatkowo bieg górski to zupełnie coś innego niż  po płaskim terenie. A w głowie tyka taka myśl „Rzeźnik”, a to długa droga dla „Grubasa”.

 

Rozpoznanie

Pierwsze wrażenia, jakie odniosłem to głównie spokój jaki panuje w miejscowości  Sobótka  gdzie znajduje się start biegu. Miasteczko nie za duże, wszędzie można  dojść na  piechtę. Jest i Biedronka i Dino, nie zabrakło też Orlenu.

„Hotel Pod Jeleniem” w jakim się  ulokowaliśmy z zewnątrz  nie zachęca, jednak po wejściu do środka jest całkiem przyjemnie i w sumie tanio.

Pierwsze  wrażenie co do wyzwania… Oh Fuck!Bieg na Ślężę

Po rozpoznaniu miejsca startu (Stadion Miejski), wybraliśmy się na trasę, po ok 500m pierwsze wzniesienie, przy szybkim marszu sadło dało o sobie znać i można się zasapać.

Ewidentnie jest wyzwanie – będzie satysfakcja!.

Wstępnie po przebyciu ok 1 z 5 km, trasa wygląda bardzo zielono i jest kręta/urozmaicona. Dotlenienie na maksa!

 

 

 

I to by było na tyle, a jutro. Bieg i walka z samym sobą!